czwartek, 14 listopada 2013

19. Nie zazdrościć

Louis


    Nie wymagałem dużo od życia. Cieszyłem się szczęściem innych, starałem się nie zwracać uwagi na własne porażki. Naprawdę. Byłem dumny jak rodzic, który patrzy jak dziecko stawia pierwsze kroki, gdy patrzyłem na Harrego. Widziałem zmianę jaka w nim zaszła. Z wiecznie roztrzepanego dzieciaka, bawiącego się uczuciami dziewczyn, zmienił się w dojrzałego faceta, gotowego zrobić wszystko dla swojej wybranki. Uwierzyłem w przeznaczenie, dzięki Liamowi i Danielle, których przyciąganie było silniejsze niż grawitacja. Zrozumiałem, że nie da się uciec od uczucia przez Nialla, który unikał pomocnicy Lou jak ognia. Oraz w namiętność nie do pokonania, dzięki Zaynowi, który gdy tylko spojrzał na Nan, sypały się iskry.
   Starałem się nie zazdrościć. Uwierzyć, że i ja mam kogoś kogo pokocham bezgranicznie i z wzajemnością na tym świecie. Może to nie był mój czas, nie moje miejsce. Starałem się wierzyć, że może miłość przyjdzie z czasem. Byłem jednak beznadziejnym romantykiem i wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia i właśnie takiej chciałem doświadczyć.
   Może to właśnie był mój problem? Zakochiwałem się i odkochiwałem w przeciągu minut. Nigdy jednak nie zraniłem żadnej dziewczyny. Byłem słaby, potrafiłem być z kimś tylko dlatego, by nie zranić jego uczuć, mimo, że moje już się wypaliły. Gdyby El była ze mną w ciąży, nie wahałbym się. Ożeniłbym się z nią i pokochał, jako matkę mojego dziecka. Wierzyłem w to i wiedziałem, że na pewno by się tak stało.Nie było jednak takiej potrzeby. Mogłem być jej przyjacielem, dobrym wujkiem dzieciaka i było to dobre. Szybko wybaczałem błędy innych.
   Spojrzałem na Harrego, który trzymając za rękę Jass schodził po schodach. Śmiał się z jakiegoś żartu, który opowiedziała i patrzył tym specjalnym spojrzeniem, który zarezerwowany jest tylko dla tej jedynej osoby.
 -Idę odprowadzić Jassmine do domu, pamiętaj, że za dwie godziny mamy wywiad w studiu- przypomniał mi, gdy dziewczyna zakładała płaszczyk.
 -Pa, Lou! Pamiętaj o naszej romantycznej kolacji i ucieczce na Bahamy!- krzyknęła na wyjściu. Zachichotałem, gdy Harry z udawanym oburzeniem złapał ją w pół i zaczął łaskotać. Tak wyszli wśród pisków.
   Za każdym razem jak przychodziła stroiłem sobie żarty z loczka i podrywałem jego dziewczynę. Udało mi się namówić ją na zostawienie Stylesa i przyjęcie moich oświadczyn. Kosztowało mnie to kilka siniaków, gdy Harry eksponował swoją zazdrość. Teraz był to już rytuał. Uwielbialiśmy wspólnie denerwować młodego.
 

   Tego dnia nie spędziłem ambitniej od poprzedniego. W studiu z chłopakami poświęciliśmy dwie godziny na wywiad i znów każdy rozszedł się w swoją stronę. Coraz bardziej zaczynało mi brakować ich towarzystwa, lub po prostu czułem się samotny. Może właśnie dlatego skierowałem się do klubu nocnego. Może z nudów. A może to było po prostu przeznaczenie.
   Seks był widoczny w każdym miejscu w tym budynku. Seksowne dźwięki mocnej muzyki. Seksowne kelnerki w skąpych ubrankach. Seksowne tancerki wyginające się w lubieżnych pozach na rurach. Usiadłem w najdalszym kącie zamawiając drinka niespodziankę. Tego dnia jak ognia starałem się uniknąć rutyny. Więc może i dlatego znalazłem się w tym miejscu.
   Kelnerka, która do mnie podeszła miała kabaretki i skórzane spodenki mocno opinające biodra. Skórzany gorsecik kończył się w połowie żeber i ukazywał wzgórki piersi.
   Gdy się nachyliła mój wzrok automatycznie przejechał po jej całej figurze zatrzymując się na wypukłościach. Położyła drinka na stoliku.
 -Coś jeszcze?- gdy tylko otworzyła usta, wyparowały mi wszelkie myśli. Cholera, Lou, nie możesz znowu się zakochać. Nie masz cholernych trzynastu lat by wpadać po uszy, do tego w kelnerce night clubu.
 -Tylko ciebie, słońce- palnąłem z głupa, szczerząc zęby. Uśmiechnęła się z profesjonalizmem.
 -Już wołam koleżankę, ja tylko roznoszę drinki, kotku- poklepała mnie po policzku i odwróciła się szybko znikając mi z oczu.
   Rozsiadłem się wygodniej i zamknąłem oczy. Muzyka mocno dudniła mi w uszach, a ja nadal czułem słodki zapach jej perfum. Przypominała chochlika. Drobniutka, z zadziornym wyrazem twarzy. Mocno pomalowane oczy, natapirowane, długie platynowo blond włosy. Wydawały się do niej nie pasować, jednak zgrywały się z całym jej wizerunkiem. Widziałem ją jak wyplątywała się z objęć klientów, zgrabnie manewrując z tacą między całą zgrają pijanych facetów. Wydawało się to nie możliwe na tych niebotycznie wysokich szpilkach.
 -Heej- dziwnie przeciągając litery podeszła do mnie czarnowłosa tancerka, kręcąc mocno biodrami. Otarła się o mnie pośladkami i  zaczęła kołysać się na boki w rytm muzyki.
 -Jak ma na imię ta kelnerka?- spytałem prawie nie zwracając na nią uwagi. Mlasnęła tylko, nie przerywając tańca. Zsunęła się na dół i prawie siadła mi na kolanach- Nie zechciałabyś może usiąść i porozmawiać, chwilę?- spytałem, gdy zasłoniła mi widok, a jej piersi prawie wylądowały na mojej twarzy. Spojrzała na mnie zaskoczona i zsunęła mi się z kolan, zakładając nogę na nogę.
 -Nic za darmo, złotko- mlasnęła znów językiem, wystawiając w moją stronę dłoń obwieszoną biżuterią. Dałem jej stówkę, na co szybko schowała ją do wysokich kozaków.
 -Tutaj nazywamy ją Sheila. Naprawdę ma na imię Vivian. Zatrudniła się tu jakieś kilka miesięcy temu. Zastrzegła od razu, że nie chce tańczyć i po prostu potrzebuje pieniędzy. Trzyma się z kilkoma dziewczynami, które trafiły tu przez przypadek w poszukiwaniu forsy. Na przerwie zawsze wybiega szybko na godzinę gdzieś- wzruszyła ramionami i przejechała palcem po moim bicepsie.
 -Nie wiesz kiedy ma przerwę?- spytałem, próbując wyszukać platynowej czupryny wśród tłumu.
 -Pewnie właśnie ją ma- powiedziała zerkając na mój zegarek. Poderwałem się jak oparzony i rzuciłem pieniądze na stół za nieruszonego drinka.
 -Dzięki, kochana. Jesteś najlepsza- poklepałem ją po przyjacielsku po kolanie i wybiegłem z klubu.
   Nie było tłumów i chyba tylko dzięki temu mogłem ją rozpoznać. W długim, za kolana płaszczu szła szybkim krokiem w stronę biedniejszych budynków. Już nie miała platynowo blond włosów, a związane niedbale mysio brązowe kosmyki. Niebotycznie wysokie szpilki nadal były na jej szczupłych nogach, co było jedynym po czym ją poznałem. Podbiegłem do niej i uśmiechnąłem się szeroko.
 -Ładne imię, Vivian- stanęła jak wryta i rozejrzała się wokoło. Ulice jakby momentalnie opustoszały. Kilka osób przed barem, właśnie zwinęło się do środka.
 -Mam gaz pieprzowy w torebce. Spadaj- warknęła trzymają dłoń w torbie. Odsunąłem się z podniesionymi rękami.
 -Spokojnie, chciałem tylko porozmawiać.
 -Oh jasne, nie ma problemu. Seks teraz w zaułku, czy za pięć minut?- spytała ironicznie, ruszając dalej.
 -Pięć minut, najpierw muszę poprosić o twoją kartę zdrowia- powiedziałem, na co drgnął jej kącik ust. Chciała się zaśmiać, to dobry znak.
 -Oh, idź już sobie, palancie, czegoś się mnie tak doczepił- machnęła rękami, gdy z uporem maniaka prawie za nią biegłem.
 -Chciałem się z tobą umówić- walnąłem prosto z mostu. Znów gwałtownie się zatrzymała patrząc na mnie jak na idiotę.
 -Że co?- zaśmiałem się, gdy patrzyłem na jej zszokowaną twarz.
 -Rzuciłaś na mnie jakiś swój chochlikowy czar, nie jestem w stanie się uwolnić- wzruszyłem ramionami, rozkładając bezradnie ręce. Zmarszczyła brwi, najwyraźniej mnie nie rozumiejąc.
 -No proszę cię, Vivian.
 -Nawet cię nie znam, człowieku- parsknęła.
 -Zdziwiłabyś się.
 -Nie mam zamiaru się z tobą spotykać- znów ruszyła przed siebie.
 -Świetnie, będę czekać jutro o tej samej porze w tym miejscu!- krzyknąłem za nią.
 -Nawet nie wiem jak masz na imię!- odkrzyknęła ze śmiechem.
 -Louis!- odwróciła się gwałtownie i zmrużyła oczy, by lepiej widzieć.
 -Osz ty w mordę... Wiedziałam, że skądś cię kojarzę- powiedziała. Z trudem ją usłyszałem. Patrząc na jej zszokowaną twarz wybuchnąłem śmiechem. Pomachałem jej i zniknąłem za rogiem, gdzie zostawiłem auto. Dzisiejszy dzień, mogę uznać za udany.

<><><><><><>
strasznie dawno nie pisałam. Nie wiem czemu. moze dlatego ze jestem zabiegana. moze dlatego ze mialam kolejna wymiane. moze dlatego ze jestem zagrozona z 2 przedmiotow. moze dlatego ze to juz nie cholerne gimnazjum, w ktorym nie musze sie uczyc. narzekam. wiem. juz to slyszalam ;p
Buziaki ;*

Obserwują